I tak leżę sobie w domu z nogą w gipsie... No i może faktycznie lepiej nie wychodzić.
Moja kotka wygrzewa mi nogę...
nie może się nadziwić, co ja tyle czasu robię w domu...
No a na zewnątrz powietrze...
Panciu... dalej jesteś w domu?
Naprawdę nie musisz iść do pracy?
No nie mogę. Nawet choinki rozebrać nie mogę, za to zauważyłem, że donicy wyrósł taki fajny bluszcz...
A powietrze dalej fatalne...
No wreszcie, teraz mogę choć do lekarza pojechać...
I zobaczyć, to co przewidziałem jak tylko rzucony został pomysł murala na wiadukcie...
Że długo on nie przetrwa ze względu na fatalny stan przyczółków wiaduktu...
Teraz rozpoczął się remont, który co oczywiste doprowadził do skucia murala.
Zresztą i tak zdążył wyblaknąć - taki porowaty beton, to nie jest dobre podłoże pod mural.
A powietrze dalej takie, że lepiej z domu jednak nie wychodzić. Ale w alertach przoduje stale tylko to jedno miejsce...
Zdałem sobie sprawę, że nigdy wcześniej tak długo nie byłem na zwolnieniu lekarskim.